wtorek, 6 marca 2012

Odsłona 37: Sąsiedztwo

Koszyk Średni:


Arcade Fire - Neighborhood #3 (Power Out)


To od początku było niesamowite zjawisko. Jakieś nieuchwytne dla poszukiwacza szufladek i nie do zniesienia dla miłośnika spójnej estetyki. Oczywiście na trzeciej płycie to wszystko stało się mocno wyszlifowane i spójne, ale straciła na tym wszystkim spontaniczność, z jaką obcowaliśmy na debiucie. Taka spontaniczność była znakiem rozpoznawczym Talking Heads i w pierwszych momentach miałem wrażenie, że Arcade Fire są spadkobiercami talentu Byrne’a w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Arcade Fire kapitalnie odnajdują się w folk-rockowych klimatach (Wake Up), doskonale rzeźbią w masie zimnofalowego klocka z lodu (Black Mirror), cudownie łkają na modłę postpopu spod znaku Modest Mouse (Neighborhood #2 (Laika)). To bardzo solidna kapela, która mimo przebojowość stawiała na dalszej pozycji, dla niej podstawą tworzenia był klimat, dobry tekst, jakaś elegancja. Ja zawsze wolałem bardziej wykoślawione oblicze – nieco ironicznie podniosłe Rococo, rock’n’rllowe Month Of May, czy mające w sobie coś z klimatu wspomnianych Modest Mouse Neighborhood #3. I choćby z powodu nadmiaru elegancji całokształt twórczości AF odbieram jako lekkie rozczarowanie. 









koszyk Lekki:


Gorillaz – Doncamatic (All Played Out)


Gorillaz to formacja niezwykła, niezwykłość jest w stanie potwierdzić każdy człowiek na tym globie. Bo jaką kapelą może być ekipa skrzyknięta przez Damona Albarna? Gorillaz w sposób kompletnie nonszalancki, zwariowany łączy w spójną papkę totalnie odległe od siebie światy. Na jednej płycie spotyka się grupa muzyków hiphopowych, soulowych, metalowych, folkowych jako maskotki w teledyskach tworzą w tym garncu zupełnie niesamowity miszmasz, mający cechy spójności. W to wszystko wlewa się seria zwariowanych pomysłów aranżacyjnych i wykonawczych made by Albarn. Każda piosenka zaśpiewana, zagrana, wykonana jest z myślą, z pasją, z niespotykaną radością. Na najlepszy kawałek wybrałem ku zaskoczeniu wielu piosenkę nietypową dla nich. Zaśpiewana przez Daley’a – popowego wokalistę, o słodkiej i nieco dla wielu pretensjonalnej w gruncie rzeczy barwie głosu. Towarzyszy tej piosence niesamowicie udany obraz, kapitalny podróż podwodna do plastykowej wyspy. To jest dowód na to, że dla Damona nie ma rzeczy niemożliwych. Doskonały pop wyzuty z jakichkolwiek barier i konwenansów – świadectwo, że są na świecie ludzie nie bojący się prawdziwych wyzwań. Oczywiście kocham wiele innych piosenek Gorillaz, ale Doncamatic jest dla mnie zaskoczeniem każdego dnia. 






Koszyk ciężki:


Saliva - After Me


Saliva właściwie istniała tylko na debiucie, kompletnie wyjebistym rockowym łojeniu, skocznym, rześkim i porywającym. Cała płytka najeżona była świetnymi melodiami, niebanalnymi zabiegami aranżacyjnymi, aż zimno robi się od brawurowej rock,n,rollowej zabawy na pograniczu kiczu i całusa w pośladki. Click Click Boom – bodaj największy hit z tego krążka ma w sobie coś z zadymy, Your Disease – to jakieś wkurwienie, właściwie każda piosenka to wymierzony w zły świat środkowy palec. Ja wybrałem After Me – zupełnie z innej bajki, bliżej im tutaj do stylistyki Flaw czyli melodyjnego, pełnego zadumy i jakiejś refleksji protest songu. Tam emocje są artykułowane inaczej, środkiem wyrazu jest niepokój i konsternacja. Generalnie Saliva jako całokształt to kompletnie beznadziejna kapela, grająca sztampę, ale powalającego debiutu nikt im nie odbierze.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz