środa, 14 września 2011

Odsłona 25 - Machanie marynarkami


Koszyk średni:

Franz Ferdinand – 40 FT

Na początku tego wieku zaczęło się dziać coś niesamowicie ekscytującego. Jak grzyby do deszczu zaczęły pojawiać się zespoły, które za wszelka cenę chciały przywrócić blask zwykłej gitarze. Jakaś niesamowita moda na modsowe wdzianka, lekkie melodie, fajne fryzury. Nikt nie zamierzał odkrywać Ameryki. Powiem tyle, to muzyka na zabawę, na imprezę, na koncertowe szaleństwo, na wymachiwanie marynarkami. Słuchając tej muzyki w zaciszu domowym w przerwie między gotowaniem obiadu i praniem skarpet można odczuć lekki dysonans. Odczucie, że to w sumie nic specjalnego. Oczywiście sukcesu panowie nie osiągnęli samym machaniem marynarką i wyglądem. To niesamowita przebojowość, skoczność, świeżość, radość grania, energia, żywiołowość, wyczucie rytmu decydowały o tym sukcesie. A myślę, że przede wszystkim to, że to porywająca muzyka. 





Koszyk lekki:

luna halo – Superman

Epicki pop-rock, który robi spore wrażenie już po pierwszym przesłuchaniu. Takiej muzyki słucha się z niebywałą przyjemnością, ale nie powoduje ona tez mdłości, bo jest skomponowana z zachowaniem idealnych proporcji aranżacyjnych, jak na ten typ muzyki. Jest niebanalnie zagrana i zaśpiewana. Jest w niej cudowna melodia, słodki tekst. Formacja Luna Halo miała w swoim repertuarze piosenki może bardziej ambitne i nadzwyczajne, ale w gruncie rzeczy to Superman był megahitem, który chodził za mną noc i dzień. Z resztą nie oszukujmy się, Europejczycy, przynajmniej ich część, jest silnie impregnowana na takie brzmienie. Niby inne. Niby takie Amerykańskie. A w sumie to kapitalna piosenka. Przebój pełna gębą. Czegoś więcej trzeba?





koszyk ciężki:

Motograter – Down

Jeden z najbardziej niesamowitych teledysków, jakie kiedykolwiek widziałem. Paranoiczny i chory, nawiedzony przez same ciemne duchy. Co ciekawe kawałek niesamowicie przebojowy, przepadł zupełnie. Jest hardcore’owa zadziorność, ciężar typowy dla wczesnego Korna, melodia w klimacie Disturbed. Przejścia trochę jak Flaw. Można zżymać się na wtórność, bo bez cienia wątpliwości takowa ma miejsce, można się zżymać na to, że artystycznie nie mieli, albo nie zdążyli mieć do powiedzenia, tyle co wielcy. Niemniej to cykl hity mojego życia, a nie kapele mojego życia. A hit to był niewątpliwy, wciągający z każdym odsłuchaniem, z każdym oddechem, z każdym momentem spoglądania w paranoicznie ruszającego się czerwonoskórego Zaka Warda.





Laurka - z koszyka średniego



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz