środa, 20 lutego 2013

Dziobasowa Lista Antyprzebojów - 169 notowanie listy - 19 - 26 February 2013

01 NE 01 Ghost Beach – Close Enough (Feat. Noosa)

02 01 04 v e e n - Thyreoalis
03 05 04 Chapel Club - Good Together

---------------------------------------------------------------
04 NE 01 The Popopopops - Pure
05 09 04 Oh Dear Vegas! - Modern Love
06 02 06 Suede – Barriers
07 04 02 Delphic - Memeo
08 02 06 Sir Sly - Where I'm Going
09 37 02 My Bloody Valentine - New You
10 08 04 Johnny Marr - The right thing right
---------------------------------------------------------------
11 11 06 Museum - Fiction
12 NE 01 Suede - It starts and ends with you
13 21 04 Northern Portrait – I Feel Even Better
14 05 06 Cascam - Want To Me
15 37 02 I Are Droid - Given Is Given (Part I)
16 31 02 Leagues – Spotlight
17 NE 01 Shout Out Louds – illusions
18 17 08 Pinemarten – Built For Two
19 07 06 Carousels – All I Could Do
20 20 02 NONONO - Like The Wind
---------------------------------------------------------------
21 25 02 PROPELLERS - Midnight Kiss
22 14 06 Leitbur - I Will Always Be Your Constant.
23 NE 01 Big Black Delta – Huggin' & Kissin'
24 NE 01 The Ropes – Another Safe Landing

24 12 06 Tesla Boy - Split
25 38 02 Shields - Miserly
26 18 06 Urban Cone - Searching For Silence
26 13 10 The Domino State - Your Love
27 NE 01 Ra Ra Riot - When I Dream
28 32 02 Blackmilk - Rattle The Cage
29 NE 01 Kingsfoil – What Your Mother Taught You
30 NE 01 Young Galaxy – Pretty Boy
---------------------------------------------------------------
31 NE 01 Nantes – Avid

32 10 08 Big Black Delta - Betamax
33 15 08 HAIM - Send Me Down
34 16 08 The Shallows – Honestly
35 26 04 Oh Minnows - Hurry
36 NE 01 Puggy - Last Day On Earth (Something Small)
37 NE 01 Royal Teeth - Wild

37 40 02 Hey Champ - Cliche
38 30 02 Dead Social Club - Stockholm
39 19 04 Twenty One Pilots - Guns for Hands
40 42 02 Masters in France - Flexin
---------------------------------------------------------------
41 NE 01 Mother Mother – Bit By Bit
42 NE 01 The Royal Concept - world on fire

42 23 04 The Vestals - Seventeen
43 41 02 Clubfeet - Everything You Wanted
44 26 04 Stepdad - My leather, my fur, my nails
45 NE 01 ON AN ON - Every Song
45 24 06 Elliphant - Down On Life
47 24 06 Night Works - Long Forgotten Boy
48 29 04 City Calm Down - Stay
49 NE 01 Drink To Me – Picture of the Sun
50 28 10 The Mary Onettes – Evil Coast

---------------------------------------------------------------

czwartek, 10 stycznia 2013

Odsłona 50 - Uwaga, szukam kłopotów

Koszyk cięzki:
(Hed) Planet Earth - Bartender
Arcykiekawa kapela, która na pewnym etapie po prostu mnie rozwalała i szokowała. Bazą był popularny wtedy rapcore. Czyli sporo odniesień do ciężkiej muzyki zamoczonej w czarnym rytmie. Bo nie brakowało odniesień do reggae, do ska, do rapowania spod znaku Body Count, do zwykłego surowego hip hopu, do switchowania typowego dla Bad Brains. Ale nie brakowało też odniesień do metalowych noisowych w stylu Rage Against the machine czy System of The down. I Got You ma w sobie coś z Korna, Beware Do We Go jest jak Limp Bizkit. Bartender jest jak wsza na dupie. Gryzie wszelkie sumienia i podkęca do zrobienia czegoś nieodpowiedzialnego. Mama, don’t trust me tonight. Swan Dive to już apogeum moim zdaniem, wygar i energia właściwie nie do poskromienia. Sporo bujałem się w tych brzmieniach. Dziś w 2013 roku jest to nie do pomyślenia, bo dziś już tylko wspominam tamte imprezy, tamte bujanie się i tamte fajne brzmienia. To były niesamowite czasy. A płyta Broke to kopalnia niesamowitych, ciężkich piosenek o różnych obliczach. Każdy miłośnik ciężkiej muzyki koniecznie musi ją poznać.




Koszyk Średni:
Manic Street Preachers – La Tristesse Durera (Scream To A Sigh)

Wypadło na jedną z największych kapel na tym globie. Dla mnie oni są Bogami za to przekazali mi i za to co od nich usłyszałem. Nie ma w tym krztyny przesady. Owszem, nie z każdym ich poglądem politycznym o silnie lewicującym kierunku się zgadzam. Nie wszystkie idee są mi bliskie, nie do końca popieram odstrzeliwanie rodziny królewskiej i inne szalone koncepty ulepszenia świata. Ich wybór, mogą mówić w 21 wieku w Wielkiej Brytanii takie, a nie inne rzeczy. Ich pełne prawo. Ale każdy ich tekst jest tak przemyślany i tak rozsądnie poukładany, że za każdym razem czytam i śpiewam z dużą dozą krytycyzmu i z pełną świadomością, że nie jest takie zwykłe tralala la. Jest dużo o cierpieniu, o lękach, o patologii, z jaką musisz się stykać każdego dnia. A które uważasz za niebyłe i nieistniejące. Żyj dalej w złudzeniu. Każda ich płyta, nawet ostatnio słabsze i wydawane trochę na siłę, mają sporą dawkę i potencjał ideologiczny. Wybranie jednej konkretnej piosenki jest właściwie niemożliwe, bo niewiele jest tak znakomitych wykonawców o tak ogromnej umiejętności tworzenia przebojów. Wspaniałych. Czy to będzie chore i zimne jak lód Archives Of Pain, czy pełne paranoi i choroby The Intense Humming Of Evil, czy pełne punkowej energii You Love Us, czy niezapomniany hicior Motorcycle Emptiness, czy też mocne rockowe Sleepflower, czy lekkie i pełne słońca roses in the hospital, czy też skoczne, popowe You Stole the Sun from My Heart, czy pełne głębi i refleksji Little Baby Nothing, czy pełne jakiejś wspaniałej tęsknoty Australia. Można wyliczać bez końca. Tak, jak bez końca nie mogę uwierzyć, że można było stworzyć tak niesamowitą ilość wspaniałych przebojów, kipiących energią, pomysłem, radością grania, mądrością i żywiołowością.




Koszyk lekki:

the Lemonheads - If I Could Talk I'd Tell You

Evan Dando zawsze jawił mi się jako strasznie dziwny koleś, taki dandys, koncentrujący się często na różnych pozamuzycznych akcjach. Czasem ta koncentracja była tak duża, że błądził i wpływał na mielizny muzyczne i popadał w sztampę. Zawsze jednak z twórczości Lemonheads można było wyłuskać wiele wspaniałych popowych piosenek. Zaczynali od dość przaśnego punk rocka, by potem zakolegować się ze sceną ówczesnego Indie popu. Trampoliną do sukcesu był cover Mrs. Robinson z repertuaru Simona and Garfunkela. Potem bywało bardzo różnie artystycznie. Ale wyróżniali się niebagatelną łatwością tworzenia znakomitych melodii. Bo It's About Time, Into Your Arms czy It's a Shame about Ray mają kosmicznie piękne melodie. Nie zapomniane dl;a ludzi, którzy poznali I się zakochali. Owszem maniera wokalna Dando, monotonne granie i tendencje do ucieczki w niezbyt udane artystyczne mieszanki, trochę utrudniały łatwe odbieranie muzyki. Ja wybrałem jedną z mniej efektownych i mniej znanych piosenek z późniejszego okresu. Prościutka, lekka , wręcz banalna melodia o takich różnych ludzkich bzdetach. Piękna melodia ubrana w proste country rockowe pipkanie. Iluż artystów zamieniło by całe dyskografię na kilka tak chwytliwych piosenek.




Laurka:
Butter 08 - Butter of 69


czwartek, 29 listopada 2012

Odsłona 49: Jedzenie szkła

Koszyk Ciężki:
The Dillinger Escape Plan - Unretrofied

Niesamowity kawałek, który tak naprawdę został przez fanów potraktowany z niechęcią. Bo zbyt przebojowy, bo zbyt lekki, bo flaki nie latają po ścianie. Sporo w tej muzyce wpływów takich tuzów jak Faith no More, sporo melodii, znakomitego budowania napięcia i sugestywnego klimatu. Bo pod koniec z pozornie błahej piosenki robi się z tego niezła zawierucha. Końcówka to już to, co typowego dla The Dillinger Escape Plan, czyli chory noisowy zgiełk. Ale kończy się znowu spokojnie. Oczywiście ta piosenka może wprowadzić w błąd, bo ekipa z New Jersey gra ekstremalnie ciężką muzykę z pogranicza metalcore’a i mathrocka, noise’a. Ciężkie granie, nie dla każdego, choć Unretrofied może spodobać się każdemu. Tak czy siak, bardzo istotna formacja w ciężkiej, nowoczesnej odmianie metalu.


Koszyk średni:
Bloc party - Like Eating Glass


Był taki okres, że łaknąłem takiej muzyki, debiut Bloc party spadł na mnie jak deszcz w suszy, oniemiałem. Zatkało mnie. Świetnie rytmicznie rozwiązana muzyka, pełna niesamowitej energii, inwencji, bogata w świetne melodie, nieprawdopodobnie udana pod względem aranżacyjnym. Silent Alarm była jak fatamorgana. Ciekawym aspektem był czarnoskóry frontman , który doskonale czuł się w teoretycznie białej stylistyce. Czuć było trochę stylistyki tanecznego rocka (który notabene wtedy się rodził) ale było sporo odniesień do punkowej zadziorności i eksperymentu spod znaku TV on the radio. Na swojej ścieżce kariery Bloc Party miewali kryzysy, ale ostatni album przekonuje mnie, że mamy do czynienia z jedną z najlepszych kapel ostatnich lat.




Koszyk lekki:
David Bowie - Real Cool World


David Bowie jest postacią z innej planety. Jego muzyka nawet, gdy była bardziej nośna i komercyjna odkrywała niezwykłe oblicze tego artysty. Jego klasa zawstydzała największych tego świata, choćby dlatego, że jego płyty, były artystyczną wypowiedzią, śmiałym manifestem, bądź po prostu genialnym krążkiem. Nie zapomnimy, gdy zaczynał dawno temu od bardzo ambitnego grania, określanego wtedymianem glam rocka w garniturze. Pomimo ewidentnego balansowania na granicy kiczu i artystycznej prawdy, zawsze był godnym zaufania. Może dlatego, że jego Ziggy to był w gruncie rzeczy nieco zagubiony everymanem. Nie zapomnimy także popowego okresu, gdzie jego twórczość, choć chwytliwa, była tak niecodziennie elegancka, że właściwie należało by słuchać na baczność. Bo przecież nikt już nie nagra kolejnego Let's Dance, nikt już nie zanuci czegoś lepszego niż ponadczasowe China Girl, nie zanudzi kompletnie wspaniałym Blue Jean, uraduje cudownym Modern Love, zauroczy w This is not America. Nie zapomnimy jego słabości do eksperymentów i odwagi startowania w świecie rocka industrialnego (Little Wonder) czy ewidentnie pogiętej psychodelii (Afraid of American). Artysta, którego szanuję, jak mało kogo w tym świecie. Wspaniały, odważny i nietuzinkowy muzyk – artysta przez duże A.




Laurka:
Broken Bells - The Ghost Inside

http://vimeo.com/12239340

wtorek, 9 października 2012

Odsłona 48: Walka ołówkiem



Koszyk Ciężki:
Atomship - Pencil Fight
Progresywny metal zużył się i wyświechtał na całego, wszelkie formy AD 2013 właściwie już to agonalne wierzganie nogami. Przeżyją tylko najsilniejsi. Ci, którzy tworzą dobre piosenki. Z melodiami, z chwytliwymi motywami, przebojowymi solówkami, fajnym sposobem śpiewania. Liczy się tylko piosenka. Pseudoambitne chały fan wyczuje na kilometr. Atomship idzie tym samym śladem, co Flaw czy Stereomud. Sporo kontrastów w obrębie jednej piosenki, trochę łagodności, trochę wrzasku, gdzie trzeba to jest krzyk, jest i wyciszenie. Jest szept, jest mocne szarpnięcie strun, jest krew, pot i łzy. Pencil Fight to właśnie uosobienie tych trzech nierozłącznych czynników. Do tego można dorzucić emocje i uczucie. Muzyka niewyprana z emocji.

http://vimeo.com/35035514

Koszyk średni:
The Chemical Brothers - Where Do I Begin
Mam kolegę, który w nieprawdopodobnie precyzyjny sposób potrafi znajdować szufladki różnych odmian elektroniki. Ja nigdy nie byłem w tym biegły, dlatego stylistykę The Chemical Brothers i podobnych określam jako ambitna muzyka taneczna. I właściwie do sporej części twórczości można tak podchodzić, ale niestety nie zawsze. Bo jak tańczyć przy pokręconym Where Do I Begin, który kończy się kompletnym kataklizmem muzycznym? Jak pokracznie wyglądałby taniec przy Let Forever Be? Na szczęście niejedną dyskotekę umili fantastyczny The Boxer, poskakać śmiało da się przy Not another drugstore, czy Star Guitar. Można by tak wymieniać, ale gdzie da się tańczyć? Nie w Polsce, bo u nas hołduje się zupełnie innej zorcie tanecznych wykonawców. Nawet już nie próbuję być zły i bezsilny. Po prostu mam to gdzieś. Ja już nie potrzebuję dyskotek, niech się martwią młodzi zabijani wątpliwą finezją młócki rodem z siłowni.



Koszyk lekki:
The Other Two – Selfish
Jakim zespołem jest New order? Odpowiedź może być tylko jedna: wybitnym. Każdy odłam cechuje się bardzo charakterystyczną manierą stylistyczną i bardzo charakterystyczną, niepodrabialną finezją. Czuć ten polot także w The Other Two, efemerydzie, która przysporzyła mi sporo radości swego czasu. Genialnie zaśpiewane piosenki popowe mają tyle wdzięku po dziś dzień, że duch geniuszu Curtisa został dziedziczony nawet w tak odległych od Joy Division klimatach. Selfish to doskonały utwór, bije na głowę nieco wtórny Tasty Fish (tu odniesienia do Bizarre są zbyt namolne) Wiadomo, to nie to co New Order, ale wspaniale się wraca do tych pozornie błahych piosenek.



Laurka:
Help She Can't Swim - Fermez La Bouche



środa, 19 września 2012

Odsłona 47: Twarzą w dół


Koszyk lekki:
Icehouse - Electric Blue

Icehouse mogli na pewnym etapie mojego życia robić ze mną co chcieli. Byłem jak plastuś, kształtowany przez ten liryzm, przez tę muzyczną poezję. Electric Blue zasilał pierwszą kolumnę postrzałową. Tłukłem na potęgę, dzień i noc. Noc i dzień. Wszystko tu tak ładnie się tli i tak ślicznie gra na mojej duszy. Łkam i uśmiecham się. A przecież ulepili mnie w kształt Everymana w Great Southern Land, pokazali mi czym jest miłość w No Promises. Oczywiście Icehouse nie jest bez wad. Płyty są różne. Niektóre słabiutkie. Ale zawsze można było pośpiewać nowofalowe ballady, które po prostu kocham całym sercem.





Koszyk średni:

Blur - The Universal

Tak wylosowało mi i koniec. Blur to właściwie bodaj najlepsza kapela jaką znam. Zdecydowanie. Właściwie wybrać jakiś jeden konkretny kawałek - ten mój ulubiony - graniczy z cudem. Kocham wszystko, co oni stworzyli, gdybym mógł być na ich koncercie, koncert mógł trwać 10 godzin. Każda ich piosenka, nawet te słabsze tętnią życiem, pomysłem, geniuszem. Co wybrać? Czy chore, jazgotliwe Essex Dogs, czy może leciutkie End Of A Century, skoczne Coffee & TV, psychodeliczne Death Of A Party, genialne For Tomorrow, dyskotekowe Girls and Boys, narkotyczne Ambulance, naiwne Charmless Man. Nie mogę przestać wymieniać. Po prostu kocham ich w całości. Bezwarunkowo. Wybrałem piosenkę, która mnie pozamiatała i która wciągnęła chyba każdego mojego przyjaciela. Magiczna i cudowna. Kochana!





Koszyk ciężki:

The Red Jumpsuit Apparatus - Face Down

Ta piosenka powstała w momencie, gdy gitarowa muzyka powoli sygnalizowała swój schyłek, w momencie, gdy wydawało się, że już nic jej nie uratuje. Muzyka ciężka jest w strasznej agonii, a właściwie muzyka gitarowa. A może po prostu zmieniłem otoczenie. A może … Można wymieniać. Po prostu dziś już słucham innych rzeczy. The Red Jumpsuit Apparatus bardzo w tej piosence mi się podobali bardzo cenię tę melodię, te kontrasty agresji z łagodnością, za całokształt. Trudno uważać tę formację za epokową, za wielką. Po prostu mieli kilka fajnych piosenek i tyle. No i jedną doskonałą - Face Down.





Laurka: Grade 8 - Get It Out
Aż mam ochotę coś zniszczyć !!!


piątek, 27 lipca 2012

Odsłona 46: Tańczę w swojej krwi

Koszyk Ciężki:

Waltari - Color TV


Przyznam się, że gdy po raz pierwszy usłyszałem tę piosenkę, myślałem, że jestem poddany eksperymentom przez kosmitów. Finowie zrobili ze mojej głowy paprykarz szczeciński łącząc death metal z beztroskim popem. Na takie szaleństwo mogą sobie pozwolić nieliczni, wykracza to poza ramy jakiejkolwiek konwencji. Przeryczane canto kontrastuje ze słodką melodią w refrenie w sposób perfidny i słodki jednocześnie. Ale oczywiście to były ich początki, gdy można było się po nich spodziewać dosłownie wszystkiego. Bo taki So Fine to kompletnie niezwykła muzyka łącząca skandynawski folk z techno i metalem, a to połączenie miało znamiona zupełnie naturalnego i jakby oczywistego. The stage to przecież przepiękna ballada, której melodia została w mojej głowie na zawsze, kocham ją, Atmosfear ma w sobie coś z rapowani, elektronika, pop, metal, no i piękny cover A Forest z repertuaru The cure. Wymieniać można bez końca. Niezwykle eklektyczna formacja, dla której nie istniały żadne bariery, granice i konwenanse. Początek kariery mieli boski na wskroś. Najlepsza kapela z Finlandii!!!




Koszyk średni

TV on the Radio - Staring at the Sun

TV on the radio – już sama nazwa mówi: ostrożnie z ogniem, stąpacie po grząskim gruncie. Tutaj naprawdę jak w dobrym filmie – spodziewaj się niespodziewanego. Nowojorczycy doskonale wyczuli koniunkturę i potrzeby słuchacza, pozostając przy okazji w niszy artystycznego niepokoju i braku pokory. Nie pieścili się zupełnie łącząc jazz z industrialem (The Wrong Way), krojąc ambient podszyty bezczelnością rodem z punk-rocka (Wolf Like Me), strugając elektropopowe Staring at the Sun raczej mijali listy przebojów za sprawą przaśnego, jak na te czasy podejścia do instrumentarium. I Was A Lover to psychopatyczna ballada, która ma w sobie coś z choroby psychicznej, Ambulanse – to śpiewany a’capella jakiś punkowy manifest. Można by tak opisywać bez końca niespotykaną u normalnego zjadacza chleba inwencję i odwagę. Ale nie ma to sensu. Choćby z powodu, że potrafili pisać fajne piosenki . Nie bali się przekazać swojej myśli artystycznej i byli konsekwentni. Bardzo ważna formacja młodego pokolenia.




Koszyk lekki

Men, Women & Children - Dance in My Blood

Nie zapomnę okoliczności poznania tej piosenki. To kamień milowy w muzyce. W moim odczuciu. Ponieważ przed poznaniem jej byłem dość mocno zakręcony na punkcie gitarowego grania i dość ostro siedziałem w ciężkiej muzyce. Pop dla mnie nie istniał. Ni cholerę. Men, Women & Children zrobili coś niewykonalnego. Pokazali, że można z disco spod znaku WMCA stworzyć coś naprawdę bardzo atrakcyjnego. Obok Scissor Sisters i Under the Influence of Giants przełamali hegemonię rocka w moim myśleniu i światopoglądzie. Od Men, Women & Children zaczęła się kompletna rewolta w moim pojęciu i pojmowaniu muzyki. Przez 10 lat brzydziłem się tańcem! Oni to zmienili. Gdy słyszałem pierwszy raz w radio Wazee niemalże oniemiałem. Kocham ich za to, że pokazali coś co wydawało mi się okropne w tak fajnym świetle. Dziś już wiem, że inteligentne połączenie rocka i disco to po prostu klucz do sukcesu w dojściu do mojego serca.

Laurka: Gomez - Get Myself Arrested

wtorek, 3 lipca 2012

Odsłona 45: Niedrogi syntezator

Koszyk lekki:
The Black Ghosts - Full Moon 
Rok 2009
Zaczyna się niesamowicie, płynie, ale jednocześnie skacze. Do nietypowe ani dla cieczy, ani ciała stałego. Formacji The Black Ghosts udała się rzecz zupełnie niezwykła, potrafili elektropop przełomu dekady ozdobić ornamentami nietypowymi dla tego nurtu. Gdzie jest i odrobina liryzmu, odrobina subtelności, spokoju, ale jest w tym też jakaś nerwowość, elektroniczny podtekst. Gitara akustyczna pięknie współgra tu z syntezatorem, skrzypce z automatem perkusyjnym, liryczny śpiew z loopowymi zagrywkami aranżacyjnymi. Oczywiście twórczość tej formacji mieści się w typowych zawiasach tej stylistyki, nie wyprzedza epoki, nie wymyśla prochu, to po prostu taniec, niedrogi syntezator i świetne melodie. Sporo fajnej zabawy, ale ilekroć puszczam Full Moon przenoszę się do innej krainy. Magicznej. Każdy artysta marzy o stworzeniu takiej piosenki. 




Koszyk średni:
The Flys - Afraid
Rok 1999

Zaczyna się niepozornie I tak w sumie też trwa, lekko, bezpratensjonalnie, słodko, fajnie. Ta piosenka kroczy z uśmiechem na twarzy ale nie brakuje na niej zastanowienia. W pewnym momencie muzyków rozpiera pozytywna energia i udziela się to każdemu słuchaczowi. Ma w sobie coś z grunge’u i popu. Przesycona jest psychodelią i znakomitą szkołą gitarowego pinkania. Płyta Holiday Man jest okraszona takim klimatem. What You Want ma w sobie coś ze Stone Temple Pilots, She's So Huge ociera się o stylistykę Sponge, z kolei rewelacyjne Got You (Where I Want You) przypomina Everclear, The Family funkuje jak Supergroove, ciekawa formacja, która oczywiście w Europie nie zaistniała. 




Koszyk Ciężki:
Adema - Freaking Out
Rok 2002

Adema to typowy przedstawiciel ciężkiej muzyki przełomu tysiąclecia, trochę nu-metalowej energii spod znaku Taproot, czy wczesnego Linkin’ Park, szczypta agresji typowej dla wczesnego 12 Stones albo Soil, melodyka typowa dla Earshot czy Trapt. To były dobre czasy dla ciężkiej muzyki. Aż roiło się od ciekawych kapel, niektóre miały naprawdę sporo do powiedzenia, debiutancka płyta Ademy zasilała pierwszą ligę tego nurtu, wspaniałe słuchało się takich hitów jak Pain Inside, Giving In czy The Way You Like It, każdy z nich jest po prostu niesamowity. Nie wiem co się stało potem, w drugiej połowie lat 2000 – kompletna katastrofa. Dziś muzyka ciężka nie istnieje. Totalnie nie żyje. Potrzeba mesjasza. 




Laurka:
Elvis Costello - The Other Side Of Summer
Rok 1991